Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 stycznia 2023

Witajcie w 2023

Bez zbędnych słów, witam was w nowym 2023 roku. Jak będzie, to się okaże. Na przywitanie nowa robotka, którą  muszę rozpocząc od nowa. Tak, gdzies przy koncu szalika i motka rownież, okazało się jednak będzie nieco za wąski... tak zaczęłam dziś od nowa i o to "nieco" więcej nabrałam oczek i lecę od 9 rano. W piątek już był taki plan, ale migrena pokrzyżowała mi plan robótki the never ending story. Tak więc druty do dłoni i do przodu, bo za kilka dni mrozy maja do nas zawitać.
 
Czy ktos z was pamięta i czasem powraca do filmu i the NeverEnding Story i piosenki przewodniej Limahl'a pod tym samym tytułem? Ja tak 🤗.



niedziela, 17 maja 2020

Leniwa niedziela i pyszne rogaliki #zostańipiecz

Dalej siedzimy w domku albo na balkonie. Dziś wieje ale słoneczko zza chmur zagląda na balkon, dlatego trochę cieplej ubrani siedzimy sobie na nim i pijemy poobiednią kawę, a do niej pyszne rogaliki.



Przepis na nie jest banalnie prosty. Potrzebną są trzy składniki: masło, ser biały i mąka (np. 20dag/20dag/20dag) oraz nadzienie. Zagniatamy trzy składniki, wycinamy trójkąty, wkładamy dżem lub czekoladkę czy co tam chcemy do tego trójącika, zawijamy w rogaliki i do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut  w  180-200 stopni. Jeszcze ciepłe, oprószam cukrem pudrem. Mój mąż mówi, że są "okropnie" dobre!
Smacznego!

piątek, 13 grudnia 2019

Zupa rybna.


Do zupy rybnej robiłam kilka podejść i każde było udane ale dopiero przy czwartym razie byłam najbardziej zadowolona i postanowiła podzielić się z Wami moim doświadczeniem. 1 i 2 podejście było z filetów różnych ryb (dorsz, łosoś, mintaj, sola), do tego warzywa (oprócz ziemniaków) i jedną papryczka chilli.


Przy 3 i 4 zastosowałam inną strategię, zaczęłam od ugotowania bulionu rybnego. Przy filetowaniu ryb zostają nam szkielety (głów ryb nie mrożę) i ja co jakiś czas dorzucałam je do zamrażarki i gdy już mam sporą ilość zabieram się gotowanie. W czasie gdy szkielety rozmrażają się, szykuję warzywa i jest to zazwyczaj por, seler, pietruszka, marchew, suszony grzybek, przyprawy sól, pieprz czarny, ziołowy. Całość zalewam zimna wodą i gotuję na około godziny od zagotowania na małym ogniu, by był klarowny. Po przestygnięciu przecedzam i mam bazę, z którą improwizuję, taki bulion idealnie nadaje się do ugotowania ryżu, pęczaku, jako dodatek do ryb mniam, a i warzywa są smaczne z takiego bulionu rybnego. Najczęściej jednak przecedzam, warzywa kroję w kostkę, dodaję rybę ugotowaną w bulionie (czasem na patelni obsmażam delikatnie), smakuje wybornie.
Idą święta więc i czas rybnych potraw, jeśli będzie patroszyli rybki to takie wykorzystanie korpusów będzie idealne, jeśli nie w święta to na później jak znalazł.
Powodzenia i smacznego!


Do miłego Small Megi

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Moja pieczona owsianka.

O pieczonej owsiance wspominałam tu,  to smaczne, sycące śniadanie I czy II, odkryłam na różnych blogach, a korzystałam z trzech przepisów z tych zielony środek, worqshop i filozofiasmaku. Z podanych składników wychodzi 4-5 słuszne porcje, które ja i moja rodzina zajadamy zalewając naturalnych jogurtem czy dowolnym mlekiem (roślinnym, krowim) z owocami jakie tam mamy. Zdarza mi się i taką suchą zjeść :).

Ja swoją robię tak:

2 szklanki płatków owsianych zwykłych, orkiszowych lub razowych (co tam mam akurat)
2 jajka
2 szklanki mleka (jakie akurat mam, roślinne lub krowie)
1 łyżka miodu.

Te cztery składniki to baza, reszta to inwencja twórcza moja, zazwyczaj są to następujące składniki:

2 jabłka (starte na grubych oczkach)1 łyżka wiórków kokosowych
1 dojrzały banan (pokrojony w plasterki)
3-4 sztuki suszonych śliwek (pokrojone w paski), lub łyżka rodzynek, lub łyżka żurawiny
10-12 sztuk jagód goji
pół szklanki sezonowych owoców np maliny, czereśnie, jagody, mandarynki
pół szklanki orzechów jakie tam lubicie (nerkowca, brazylijskiego, włoskiego), delikatnie pokroić.
1 łyżka startych orzechów czy płatków migdałowych do posypania lub owoców do posypania na wierzchu.




W pierwszej kolejności włączam i nagrzewam piekarnik,następnie mieszam w misce suche składniki. Mleko, jajka i miód mieszam w zakręconym słoiku do połączenia się składników (taki domowy szejker), można użyć miksera. Całość wlewam do miski z suchymi składnikami i mieszam, dodaje starte jabłka, resztę owoców, mieszam i wykładam na blaszkę o wymiarach 28,5x23x4 cm. Lekko wyrównuję łyżką, na wierzch wsypuje migdały czy starte orzechy, jakieś owoce i do piekarnika na 180 stopni na 50 minut.
Ja lubię jak jest lekko z góry zarumieniona.
Smacznego! I mam nadzieję, że pochwalicie się czy udała wam się i smakowała pieczona owsianka :).

niedziela, 9 grudnia 2018

Owsianka na wyjściu!

Post, o którym pisałam tu się skończył, a zaczęło się tzw.wychodzenie. Teraz ważne jest, by uniknąć efektu jojo i powrotu do starych nawyków czyli muszę przejść proces wyjścia, który z zależności od metody powinien trwać tyle ile trwał post lub od razu faza III spożywanie posiłków o niskiej ilości przyjmowania węglowodanów czyli tak zwany proces przedłużenia ketozy odżywczej. Zarówno przy starej jak i nowej metodzie unikamy przetworzonych produktów, zwracamy uwagę na etykietę produktu, oczywiście dobrze by było gdyby to produkty bio były. Wyrabiamy zdrowe i dobre nawyki i oczywiście trwamy w nich. Ja zdecydowałam się na starą metodę, jakoś lepiej ją rozumiałam i w "użuciu" prościej było dodawać powoli kaloryczność, tłuszcze, węglowodany. Jestem już prawie przy końcu, schudłam kolejny kg i centymetrów w obwodach mniej. Pierwsze do mojej diety wskoczyły oliwki, avocado, oliwa, w drugim i trzecim tygodniu to jogurt z mleka kokosowego, krowiego własnoręcznie zrobione by Small Megi, płatki owsiane, orzechy, dorsz gotowany, jajka. Generalnie to jem już wszystko tylko w odpowiednich ilościach, waga kuchenna i aplikacja w telefonie fitatu są bardzo pomocne. Ostatni tydzień należał do płatków owsianych z jogurtem i owocami na zimno i do owsianki pieczonej również z owocami i orzechami (mega dobra!).

za dużo owoców, poszalałam

pieczona mniam
To są naprawdę dobre i pożywne śniadania z owsianką w roli głównej, ale wygrywa w tej konkurencji owsianka pieczona z owocami. ta na zdjęciu powyżej z bananem, jabłkiem, suszoną śliwką, orzechem brazylijski, nerkowca, wiórkami kokosowym, łyżką miodu i mlekiem. Jeśli przepis sobie życzycie, dajcie znać, choć internet to całkiem spora kopalnia pomysłów kulinarnych.

Kolejnym krokiem na wyjściu będą eksperymenty z ziarnami czyli rzecz się będzie miała z chlebem.

Do miłego Small Megi.

czwartek, 29 listopada 2018

Humus a'la Ja

Nigdy nie jadłam humusu sama nie wiem dlaczego, przy wychodzeniu z postu o którym pisałam tu znalazłam przepis właśnie na humus. Przestudiowałam go i olśniło mnie! Ja muszę tę potrawę lubić mimo, iż nigdy jej nie próbowałam. Jednym z głównych składników humusu jest przecież ciecierzyca, która bardzo lubię i to jest to ! Ciecierzyca to baza właśnie humusu, z resztą składników można kombinować ile wlezie, a w internecie mnóstwo przepisów.


Ja swój zrobiłam tak, wieczorem namoczyłam 1,5 szklanki ciecierzycy. Rankiem ugotowałam z płaską łyżeczką sody i odrobiną soli. Odcedziłam, przelałam wodą i odstawiłam do wystygnięcia.
W między czasie zrobiłam domową pastę tahini z sezamu nieuprażonego, oliwy i odrobiny soli. Wystudzoną ciecierzycę zmiksowałam z 3 ząbkami czosnku, 3 łyżkami oliwy z oliwek i 1 łyżką soku z cytryny, lekko oprawiłam jeszcze solą i gotowe. Wszystko ładnie wmieszał mi termomix.


Gorąco polecam Small Megi

Przypominam o mojej zabawie wędrująca książka, zapisy tu

niedziela, 11 listopada 2018

Moje 42 dni.



Tytuł posta nawiązuje do postu Daniela czy też dr Ewy Dąbrowskiej jaki przeszłam w ostatnim czasie.Kto zaś śledzi mój instagram ten pewnie zauważył, że jest jakoś kolorowo-warzywnie to właśnie za sprawą ów "postu".

Pozwólcie, że napiszę  kilka słów o swoim poszczeniu i o tym jak to się stało, że stanowiłam go przejść. Obecnie jestem w trakcie pierwszego tygodnia wychodzenia z tego postu, które podobnie jak post będzie też trwało 42 dni, ale temu wydarzeniu poświęcę osobny post.
Zawsze wydawało mi się, że jem w miarę zdrowo i byłam aktywna fizycznie, trochę biegałam, czy szybkie długie spacery pomagały trzymać mi formę (magiczna 40 -stka ! za mą ;)) W ostatnim czasie coś się popsuło, a ostatnie kilka miesięcy było dla mnie bardzo zabieganie, związanie ze zmianą mieszkania, wykańczaniem nowego (trwa to jeszcze ale koniec już widać) i jakoś tak się zrobiło, że  mnie "za dużo" się zrobiło, nawet bardzo za dużo! W sieci mnóstwo dobrych rad ale nic nie skutkowało,coś nie działało albo coś źle ja robiłam. W okolicy września przy kawce i ciasteczku moja siostra wspomniała, że myśli o poście Daniela, dr Dąbrowskiej czy diecie warzywno-owocowej i tak coś zasiała w mojej głowie. W necie mnóstwo informacji o zasadach tej diety, a na portalach społecznościowych dużo grup wspierających się, wymieniających się przepisami i doświadczeniami. Jeśli poszukacie to znajdziecie ja nie będę sie powtarzać, chyba że okaże się to potrzebne to spróbuję coś napisać. Ważne przed rozpoczęciem wyzwania z tym postem, to zrobić badania, a wyniki skonsultować z lekarzem rodzinnym czy można rozpocząć dietowanie. Moje wyniki były ok, więc trzeba było tylko w końcu nabrać odwagi i zacząć. Mijał jeden dzień, drugi dzień, tydzień, potem dwa, aż nastąpił ten dzień 25 września i jakoś tak poszło. Poszło nawet bardzo dobrze, że po dwóch tygodniach, postanowiłam zakupić dwie książki (minimalizm w tym przypadku przegrał), gdyż ten sposób odżywiania na dłużej zagości w mojej kuchni. 
Pierwsza z książek to: Dieta warzywno-owocowa dr Ewy Dąbrowskiej przepisy


oraz druga: Dieta warzywno-owocowa dr Ewy Dąbrowskiej przepisy na wychodzenie.


Jest jeszcze tom trzeci: Dieta warzywno-owocowa dr Ewy Dąbrowskiej i co dalej lecz zakup sobie odpuszczę, bo myślę, że uda mnie się inspirować świetnymi blogami z przepisami w sieci.
Jak było na początku? OKROPNIE! Tak, okropnie, ból głowy, ból całego ciała, łamanie w kościach, zimno, ziewanie, ogólnie zasypianie na stojąco, lekkie zmęczenie, brak sił... ale po czterech dniach, bóle głowy zelżały, ciała też więc dało się żyć. Zimno dokuczało mi przez 6 tygodni, osłabienie również reszta dolegliwości ustąpiła z czasem. Odkryłam, że wegetarianie mają ciężkie życie, bo noszą tonami warzywa do domu i tony pochłaniają i jeszcze dobrej figury nabywają (to akurat na plus). A poważnie, to mój mąż przyszedł mi z pomocą w tym wyzwaniu, warzyw mi nie brakowało, no może raz (;)). W czasie tych 42 dni wstawałam wcześniej o 15-20 minut by przygotować sobie posiłki. Gdy zaś wracałam z pracy schodziła mi znowu przeszło godzina w kuchni na pichceniu dla mnie i dla reszty domowników. Ta dieta jest dość pracochłonna i uciążliwa, bo trzeba wszystko umyć, wysuszyć, pokroić... ale spokojnie dużo produktów jest gotowych do spożycia, umyte sałaty czy obrane marchewki, więc można sobie pomóc. Należy jednak pamiętać, że w tym poście chodzi głównie o to, by spożywać jak najmniej przetworzonych produktów! Ta dieta też jest pudełkowa i to "dużo" pudełkowa, warzywa zajmują dużo miejsca bo na tej diecie można naprawdę dużo wybranych warzyw jeść. Tu sprawdzą się wszelkiej maści lunchbox'y, w sieci istny kolorowy zawrót głowy, tu tego mnóstwo jest.  Ja korzystałam ze zwykłych pojemniczków, wysłużonych w mojej kuchni: tupperware oraz z pepco do posiłków na zimno, zazwyczaj surowych warzyw. Tak to mniej więcej wyglądało:




W pracy nie mam mikrofali więc na gorace poteawy termosy poszły w ruch i tak biały Smile był na zupy krem, a czarny Esbit na pyszne leczo, bigos jarski czy inne warzywa na gorąco. Termosy o takie:


Oczyszczenie z toksyn to główny cel tej diety, a efekt uboczny to - 10 kg i dwa rozmiary w dół, na dodatek cały czas waga spada! Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się przejść tę drogę było trudno ale warto!

Do miłego Small Megi

kilka pomocnych linków:
https://ewadabrowska.pl
https://domowa.tv/menu-tygodniowe-dieta-warzywno-owocowa-1/
https://www.kulinarneprzygodygatity.pl
http://wincentyna.pl

niedziela, 18 czerwca 2017

Niedzielne dzierganie

Wczorajszy plan ukończenia bluzeczki legł w gruzach, a to za sprawą migreny która od czasu do czasu wyłącza mnie z życia. Bluzeczka już dawno powinna być ukończona i dlatego postanowiłam bardzo ambitnie, że to właśnie sobota będzie tym dniem. Migrena jednak miała inne plany. Przy dzierganiu nawet pokusiłam się by skrupulatnie zapisywać co i jak zrobiłam, może skusi się ktoś na testowanie mojego rozmiaru (chyba M) to proszę o kontakt adres. Dziś lekko oszołomiona po wczorajszych lekach postanowiłam realizować swój plan ale dziecię moje zapragnęło czegoś słodkiego.... truskawki zjedzone, więc cista z owocami nie dało się zrobić ale odnalazłam przepis na ciastka mojego dzieciństwa i wakacji spędzanych u babci "KORŻE". I tak dziergam sobie, popijam kawę i zajadam się ciastkami :)





a jeśli ktoś jest zainteresowany przepisem to bardzo proszę:

KORŻE z MAKIEM

300 gram mąki
1 jajko
50 gram maku
50 gram tłuszczu (u mnie masło)
50 gram cukru pudru ( u mnie 30)
płaska łyżczka pdp ( u mnie pół łyżeczki)
mleko lub woda do zagniecenia ciasta ( u mnie mleko)
szczypta soli

Smacznego !


niedziela, 25 sierpnia 2013

Pomidory, pomidorki.

Uwielbiam pomidorki, a szczególnie sałatkę o taką: pomidor, cebulka pokrojona w piórka, bazylia świeża oczywiście, oliwa, przyprawy do smaku, kilka kropel octu winnego albo sok z cytryny, wymieszać i gotowe mniam, mniam!!
 
 
 

 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Sobotnie pieczenie drożdżówek .

Dziękuję za bardzo ciepłe komentarze pod wcześniejszymi postami, dodają mi dużo energii, choć lato w pełni....

Oj gorąco wczoraj było ale mimo tego postanowiłam jednak rozgrzać piekarnik, jakoś natchnęło mnie po poście o szarlotce TU. Jakoś od jakiegoś czasu uwielbiam biały ser, a słodkie bułeczki to chyba najbardziej..... Pierwszy raz takowe piekłam i wyszły całkiem, całkiem!
 
 
 
 
 
A że dobrze mi szło z ciastem drożdżowym to i chałkę upiekłam, też pierwszy raz.
 
 
Oj mój blog stał się też trochę kulinarny, ale następny post będzie już dziergany.
 
Jeszcze jedno zbliżają się moje urodziny blogowania, czas pomyśleć o rozdawajcie. Tak więc do miłego Pstro!

niedziela, 24 marca 2013

czwartek, 14 marca 2013

Pachnący chlebek

Upiekłam chleby, jeden z mąki pszennej a dwa mniejsze z mąki mieszanej pszennej i orkiszowej mniam pyszne, pachnące. Finezyjnie ułożone na blachach. Na razie piekłam  na drożdżach ale zakwas już nastawiony więc za niedługo upiekę pyszny chlebek na zakwasie. Mąk i nasion też już mam spory zapas już nie mogę się doczekać. Do miłego Pstro
z mąki pszennej


mieszaniec z bliska


z mąk mieszanych

piątek, 21 grudnia 2012

Jedne z ostatnich tego roku.

Zrobiła w ostatnich dniach dwie bombeczki na zamówienie, myślę że są to już jedne z ostatnich tego roku.
Jeszcze dziś udało mi się w końcu przystroić okno w kuchni, choć może koncepcja się jeszcze zmieni. W tym roku wianek zrobiłam sama i przystroiłam go gwiazdkami o których pisałam TU . W planach miałam dopiąć małe bombeczki ale jednak zaczepiłam je na choineczkach przypiętych do mojej świątecznej zazdrostki.


Zabrałam się już za przygotowywanie potraw świątecznych. Pierniczki już gotowe, śledziki dziś zrobione, karp sprawiony. Choinka ubrana, jemioła w wazonie, mieszkanie prawie wysprzątany, sobota i niedziela na dalsze kucharzenie by zdążyć na wieczerzę wigilijną.
Do miłego Pstro

niedziela, 2 grudnia 2012

Rogaliki

Na pierwszą niedziele adwentu zapraszam na drożdżowe  rogaliki :)


A dla chętnych przepis. Bardzo szybkie rogaliki!

0,5 kg mąki ( ja mieszam z orkiszową)
250 gram masła (może być margaryna)
2 jajka
5 łyżek mleka
50 gram drożdży
szczypta soli
cukier wanilinowy

Wyrabiamy ciasto, robimy trójkąciki a do środka twarda marmolada, można zrobić z jabłkiem też pyszne, zawijamy i pieczemy 15 minut, posypujemy cukrem pudrem i jemy mniam!

czwartek, 2 sierpnia 2012

Dalej kulinarnie.

A ja dalej robię przetwory. W tym roku ogórki pięknie obrodziły na działce u moich rodziców więc kisze i robię sałatki.

Pochwale się kilkoma przepisami pierwszy z nich to przepis mojej mamy na mizerię  "na oko" ;) (jak to mówi moja mama).

 Prosta mizeria do słoiczków na zimę.
obrane, pokrojone, przyprawione, odstawione

zielone ogórki, 
sól,
pieprz, 
ocet,   
koper, 
ziarenka gorczycy

Obieram zielone ogórki (najlepiej duże) i kroję w plastry do 4 litrowego garnka tak aby był pełny, następnie dodaję  2 łyżki  soli, pieprzu czarnego do smaku, delikatnie mieszam by sól dotarła wszędzie, odstawiam na 2-3 godziny i jeszcze 2 razy mieszam, następnie 3-4 łykami octu zakwaszam ogórki, mieszam i odstawiam na tyle by przygotować słoiczki.
przygotowane do zagotowania
Na dno słoiczka daje małą gałązkę kopru, 3-4 ziarenka białej gorczycy, mały ząbek czosnku (ale nie koniecznie ja ostatnio nie dawałam bo nie miałam).
Przekładamy wszystkie ogórki do słoików zostawiając około 1.5 cm od góry by na koniec  zalać sokiem który puściły ogórki. 
Pasteryzuję 20 minut.

po zagotowaniu


Zimą odcedzam dodaję odrobinę szczypiorku czy małą cebulkę, śmietanę lub jogurt i mniam sałatka do obiadku gotowa.







Kolejny przepis to ogórki po grecku, w sieci jest kilka wersji a moja jest taka.
przygotowane słoiczki

Ogórki po grecku

ogórki w dowolnej ilości
cebula,
marchew, 
nać selera i pietruszki
koper zielony, 
liście laurowe,
ziele angielskie,
pieprz, 
ziarnka gorczycy białej

już zagotowane
Ogórki kroje w plastry na grubość około 0,5 cm. Do przygotowanych słoików  na dno układam gałązkę selera, pietruszki, kopru, 2-3 plastry marchwi, plaster cebuli, listek laurowy, ziele angielskie2 ziarnka pieprzu, kilka ziaren gorczycy.



Zalewa:
2,5 szklanki wody
1 szklanka cukru
1 szklanka octu
1 łyżka soli
Zagotować i zalewać na gorąco słoiczki. 
Pasteryzuje około 15-20 od zagotowania. 

Mniam bardzo mi posmakowały w zeszłym roku.

A trzeci przepis to moje tegoroczne odkrycie, bardzo mi posmakowały bo musiałam od razu spróbować czy warto go robić. Na dodatek to też bardzo łatwy i prosty przepis takie właśnie lubię.


Ogórki z koprem


4 kg ogórków
1 kg cebuli
1,5 szklanki posiekanego zielonego kopru
1 szklanka cukru
2 łyżki soli
1 szklanka oleju
1 szklanka octu
 

Ogórki i cebublę należy pokroić w plastry, dodać resztę składników i wymieszać. Odstawić na 4 godziny. Po tym czasie przełożyć do słoiczków i zagotować. Pasteryzuje 15 minut.

Miłego "przetwarzania" ogóreczków.


Na koniec jeszcze kilka fotek z ogrodu.




czyżby nadchodziła jesień?

prawie jak sycylijskie ;)